Michael chce wejść do pomieszczenia, gdzie przed chwilą był wybuch, ale Grant mu nie pozwala…pewnie i tak by wszedł, ale nagle zobaczył Conellego i jego świtę…weszli do środka…na podłodze przywiązany do krzesła leżał Scott…dziewczyna go odwróciła, Conolly Wyjął jego telefon i sprawdził, czy Damien gdzieś dzwonił…dziewczyna uderzyła go parę razy po twarzy i Scott wrócił w świat żywych…nie bardzo orientował się, co właściwie się stało…Irlandczyk mu to wyjaśnił: ładunek został umieszczony daleko od jego ciała i dlatego było bardzo ciekawie…zapytał Scotta czy nawet nie próbował sięgnąć po telefon a Damien oburzony zapytał, do kogo miał dzwonić mając 4 minuty czasu? Do mamy? Zapytać jak rozbroić to kurestwo? Conolly uśmiechnął się do niego i stwierdził, że zaliczył próbę a za to czeka go nagroda…jeden jedyny cios…i Damien z wielką przyjemnością dał Irlandczykowi w mordę… Stonebridge zameldował centrali, że Scott żyje…Kate patrzyła jak oczy pani pułkownik zwilgotniały i dowódca opuściła swoją załogę na chwilę…